wtorek, 20 marca 2018

Gramy w trójkąt dramatyczny



Opowiem Wam o pewnej grze, w którą gramy, chociaż nie zdajemy sobie z tego sprawy. Jest to gra w trójkąt dramatyczny.

Na czym owa gra polega?

Po pierwsze potrzebni są trzej gracze: Agresor, Ofiara i Wybawca. Co ciekawe, nie oznacza to wcale, że potrzebne są nam trzy osoby - schemat działa doskonale nawet jeśli w danej sytuacji uczestniczy tylko jedna (tak, to się zdarza), a także jeśli w dyskusji biorą udział dwie osoby. Najlepiej oczywiście gra udaje się jeśli mamy trzy osoby - wówczas mamy niemalże stuprocentową gwarancję, że będą one kolejno odgrywać ww role. Każda z osób "wejdzie" w sytuację z innej pozycji, a następnie będzie na zmianę zajmować kolejne miejsca w grze, zupełnie nie zdając sobie z tego sprawy.



środa, 28 lutego 2018

Jak pewna Ania mała umów dotrzymywała...

Anię już trochę znacie. Pisałam o tym, jak opiekuje się emocjami i jak któregoś dnia rozmawiała ze strachem.

Trzeba Wam wiedzieć, że Ania jest dziewczynką, która nie lubi kiedy ktoś coś jej obieca, a potem nie dotrzymuje słowa. Bardzo się wtedy denerwuje.

Całkiem niedawno zdarzyła się właśnie taka sytuacja.
Ania umówiła się z czwórką przedszkolaków, że na chwilkę pójdą do niej do domu, a ona się przebierze i szybko wrócą na plac zabaw, gdzie czekają ich rodzice (Ania na plac zabaw chodzi już sama, ale z przedszkolakami - jak się pewnie domyślacie - zawsze jest ktoś dorosły).
Tak więc Ania przyszła z dziećmi do domu, szybciutko pobiegła się przebrać, a tymczasem one... zaczęły się bawić w jej pokoju! I w ogóle nie chciały wyjść! Ania próbowała tłumaczyć, że przecież umowa, że rodzice czekają, że to miało być szybko... Nic nie pomagało.
Jeden z chłopców powiedział po prostu:

- Ale my nie scemy jesce iść! My scemy się bawić!

Ania poczuła się wtedy bezradna i trochę się zdenerwowała, no bo przecież mieli umowę, prawda? A poza tym obiecała rodzicom tych dzieci, że za pięć minut będą z powrotem...

Dopiero mama, obserwując całą sytuację, powiedziała do dzieci:

- Kochani, postanawiam, że wszyscy wychodzą i wracają na plac zabaw - i dzieci skierowały się w stronę wyjścia, a Ania poczuła ulgę.

środa, 7 lutego 2018

Marshall...

Dokładnie trzy lata temu, w sobotę, 7 lutego 2015r., zmarł Marshall Rosenberg.

Pewnie niewiele osób o nim wie. Nie było żadnej wiadomości o jego śmierci ani w naszej telewizji, ani na popularnych portalach internetowych. Przekazywali ją sobie ludzie na facebooku, którzy poznali filozofię Marshalla, czyli Porozumienie Bez Przemocy (nonviolent communication - nvc).

I tak sobie myślę, że odszedł człowiek, który potrafił patrzeć na innych bez oceniania ich przez pryzmat tego kim są albo co zrobili.
Człowiek, który po prostu wiedział, że ludzie zawsze mają jakieś ważne powody, żeby zachować się właśnie tak, a nie inaczej.

Po śmierci Marshalla, organizacja CNVC uruchomiła konferencję telefoniczną dla osób, które czuły potrzebę pożegnania się z nim. Miała być ona dostępna przez kilka godzin, ale ostatecznie trwała ponad 6 dni bez przerwy.... Ludzie z całego świata dzielili się swoimi historiami, opowiadali jak sposób komunikacji zaproponowany przez Marshalla zmienił ich życie... Każdy robił to na swój sposób - niektórzy śpiewali, inni czytali napisane przez siebie wiersze lub listy...

Nie było mi dane poznać Marshalla osobiście, ale jestem pod wrażeniem tego, o czym mówił. Jego filozofia to szacunek i empatia. Empatia - coś, co buduje porozumienie. Czy rozumiemy, na czym ona polega?

Empatia jest pełnym szacunku zrozumieniem tego, co wyrażają inni. Często, zamiast oferowania empatii, mamy silny impuls by dawać rady, wsparcie, czy też tłumaczyć nasz własny punkt widzenia czy uczucia. Empatia jednakowoż wzywa nas by opróżnić umysł i słuchać innych całym sobą.

Gdy jest empatia, nie ma nic do przebaczenia....
Marshall Rosenberg


Gdy jest empatia, nie ma nic do przebaczenia....


poniedziałek, 22 stycznia 2018

Strategie i potrzeby

Pisałam we wcześniejszych postach o tym jak ważne dla rozwoju dziecka są: empatia, życzliwe podejście i akceptacja ze strony osób dorosłych. Wymaga to rezygnacji z nawykowego, natychmiastowego oceniania.
Pomyślałam więc, że warto napisać JAK to zrobić, skoro znakomita większość ludzi nawykowo ocenia zachowania dzieci - zarówno te, które nam się nie podobają jak i te, które akceptujemy.

Przypomnę krótki fragment wypowiedzi Marshalla Rosenberga, podsumowujący skutki posługiwania się językiem dominacji, którego jesteśmy uczeni (szerzej pisałam o tym tutaj):

Jestem przekonany, że właśnie ta kombinacja: nauczenie ludzi statycznego myślenia w kategoriach "dobry-zły", "właściwy-niewłaściwy", "normalny-nienormalny", "odpowiedni-nieodpowiedni", "psychicznie zdrowy-psychicznie chory" - taki rodzaj myślenia, połączony z wiarą w retrybutywną sprawiedliwość, opartą na karach i nagrodach, jest przyczyną przemocy na naszej planecie.

Czym zastąpić oceniające myślenie, którego zostaliśmy nauczeni? 
Wspominałam o tym jak skuteczne jest skupienie się na świadomości zaspokojonych lub niezaspokojonych potrzeb. Teraz spróbujemy przyjrzeć się temu bliżej.

poniedziałek, 1 stycznia 2018

Strata przyjaciela

Pewien człowiek stracił przyjaciela.

Znali się bardzo długo, praktycznie odkąd pamiętał. Przyjaciel był przy nim w ważnych i trudnych momentach jego życia. Widział łzy smutku w jego oczach i towarzyszył mu w chwilach żywiołowej radości. Byli blisko siebie i znali się bardzo dobrze. Nie musieli używać słów, wystarczyło że spojrzeli na siebie i już wiedzieli o co chodzi...

Pewnego dnia przyjaciel odszedł.

Nagle, bez uprzedzenia.
Zamiast bliskości pustka.

Człowiek nie mógł tego zrozumieć. Jak to możliwe? Przecież znali się tak długo i nigdy wcześniej nie zdarzyło się nic podobnego.
Człowiek bardzo cierpiał. Tęsknota nie była jednak najgorsza. Najgorsze było to, że nikt nie rozumiał jego bólu. Ludzie, którzy go otaczali, próbowali go pocieszać. Mówili:

sobota, 16 grudnia 2017

O chłopcu w walizce


Dzisiaj historyjka o tym, co na pierwszy rzut oka nie było wcale oczywiste... ;-)

Pewnego popołudnia wraz z grupką rodziców czekałam na zakończenie zajęć sportowych, w których brała udział moja córka. W końcu drzwi od sali gimnastycznej się otworzyły i dzieci zaczęły wychodzić. Trwało to dłuższą chwilę.

Jedna z mam wydawała się zniecierpliwiona. Zajrzała do sali i zobaczyła, że jej syn nadal jest w środku. Leży na boku, skulony na podłodze. Trzyma ręce przy twarzy.

Zawołała więc do niego:

- Antek, wstawaj! Nie wygłupiaj się! Idziemy do domu!

Chłopiec dalej leżał na podłodze, skulony.

- Antek, spieszy mi się! Chodź już!

Cisza.

- Dobrze, skoro tak, to zostawiam Cię tutaj. Prześpisz się w tej sali. Dobranoc, życzę Ci miłych snów. Zabiorę Twoje rzeczy.

Odwróciła się i poszła do przebieralni.

poniedziałek, 6 listopada 2017

Jak prowadziłam lekcję w szkole....



Dawno temu chodziłam do szkoły, w której nauczyłam się pisać bezwzrokowo na maszynie do pisania. Ta umiejętność codziennie bardzo mi się przydaje i naprawdę ułatwia życie.
Cała tajemnica takiego pisania polega na tym, żeby zacząć od ułożenia palców na konkretnych literach na klawiaturze.

Chcecie spróbować?

Robi się to tak: odnajdujemy środkowy wiersz liter na klawiaturze i kładziemy najmniejszy palec lewej ręki na literze A. Kolejny palec - litera S, następne palce - litery D i F.

Omijamy litery G i H i kładziemy palec wskazujący prawej ręki na literze J. Kolejny palec prawej ręki - litera K. Następny - litera L.
Jeżeli chodzi o najmniejszy palec prawej ręki, to na klawiaturach maszyn do pisania była dla niego przeznaczona litera Ł, o ile dobrze pamiętam. Na klawiaturze komputerowej nie ma dla niego litery, ale niech leży sobie na klawiszu sąsiadującym po prawej stronie z literą L.
Kciuki obu rąk kładziemy na klawiszu spacji.

Jeśli nasze palce leżą już na właściwych literach, możemy napisać kilka prostych słów - na przykład:
as (od tego się zaczyna ;-)), sad, las, kask, fala....

Tak więc widzicie, że już po kilku minutach można zobaczyć efekt swoich działań, co przynosi mniejszą lub większą satysfakcję, wprost proporcjonalną do entuzjazmu ucznia ;-)

sobota, 14 października 2017

O co im właściwie chodzi?

Znacie taką historyjkę?

Pewien mężczyzna spacerował brzegiem morza i modlił się. Nagle usłyszał głos Boga:

- Synu, ponieważ jesteś dobrym człowiekiem i postępujesz zgodnie z moimi przykazaniami, chciałbym coś dla Ciebie zrobić. Może masz jakieś życzenie, które mógłbym spełnić?

- Boże! Jaka wspaniała propozycja! Rzeczywiście, od lat o czymś marzę - o autostradzie na Hawaje. Uwielbiam to miejsce i chciałbym tam częściej bywać, ale nie stać mnie na bilety lotnicze. Gdybyś wybudował taką autostradę, byłoby to spełnienie moich marzeń.

Bóg, lekko zirytowany, odpowiedział:

- Synu! Pomyśl jak bardzo egoistyczne jest Twoje marzenie! Pomyśl jak wiele osób musiałbym zatrudnić, jak wiele materiałów zgromadzić! I całe to zamieszanie tylko dla jednej osoby - dla Ciebie! Może masz inne marzenie, które mógłbym spełnić?

Mężczyzna zawstydził się i odpowiedział:

- Masz rację... Trochę się rozpędziłem... Daj mi chwilę... OK, już mam - wiesz, od dawna zastanawiam się czy mógłbym jakoś poprawić moje relacje z kobietami. Chciałbym wiedzieć co one tak naprawdę myślą, czy kiedy mówią "nie", to naprawdę myślą "nie", czy może jednak myślą wtedy "tak"? Chciałbym też wiedzieć jak można sprawić, aby były szczęśliwe.
A więc, dobry Boże, czy możesz sprawić, abym rozumiał kobiety?

Po dłuższej chwili milczenia Bóg odpowiedział:

- No cóż, hm... to w takim razie ile pasów ruchu chciałbyś mieć na tej autostradzie?


Zabawne, prawda? Z tej opowiastki śmieją się nie tylko mężczyźni, ale także kobiety. No bo przecież tak jest - weź się, człowieku, dogadaj z kobietą...

Ja widzę jednak w tej historyjce coś jeszcze.

czwartek, 14 września 2017

Jak zrobić kłótnię?



Zrobienie kłótni jest bardzo proste. Razem z moją najmłodszą córką wymyśliłyśmy zabawę, która pomaga zrozumieć jak to się dzieje, że się kłócimy.

Usiadłyśmy plecami do siebie. Ja usiadłam przodem do ściany, a córka - przodem do okna. Umówiłyśmy się, że będziemy ze sobą rozmawiać, ale w taki sposób, że ja ani razu nie użyję słowa "ściana", a ona - słowa "okno".

Zaczęła córka (C), patrząc na okno:

- Wiesz, chciałabym powiesić tutaj roletę.

Odpowiedziałam, patrząc na ścianę:

(Ja) - Jaką roletę? Przecież tu się nie da powiesić żadnej rolety! Ja chcę tu powiesić obraz.

(C) - Jaki obraz? Jeszcze nigdy nie widziałam, żeby ktokolwiek wieszał w takim miejscu obrazy!
(Ja) - Ależ oczywiście, że tu się wiesza obrazy! Mnóstwo osób to robi i jakoś nikogo oprócz Ciebie to nie dziwi!
(C) - Ale przecież obraz będzie tu przeszkadzał! Zdecydowanie potrzebna jest roleta!
(Ja) - Upierasz się przy czymś, co w ogóle nie ma sensu!
(C) - Nieprawda. To Ty upierasz się przy czymś, co w ogóle nie ma sensu!

sobota, 19 sierpnia 2017

Z kim rozmawiasz?

Opowiem Wam dzisiaj historyjkę o pewnym chłopcu, który dostał jedynkę z matematyki. Wracał do domu przygnębiony, bo spodziewał się, że rodzice nie będą z tego powodu zadowoleni.

W domu była tylko mama. Kiedy chłopiec wszedł do kuchni, powiedziała;

- O, jesteś już! Jak było w szkole?

- Dobrze.

- Dostałeś jakąś ocenę?

- Noooo taak... Jedynkę z matematyki..

- Jedynkę z matematyki?! - powtórzyła mama Bardzo Głośno - Oczywiście, mogłam się tego spodziewać - ciągnęła, otwierając szafkę ze szklankami - całymi popołudniami siedzisz przy komputerze, zamiast się uczyć (szklanka, na którą mama w tej chwili spojrzała, chciała zaprotestować, że ona przecież nigdy... że nawet nie wie jak włączyć komputer... - ale nie zdążyła, bo mama zamknęła już drzwiczki szafki).

środa, 21 czerwca 2017

Wychowanie do efektywnej samosterowności



Wróciłam dzisiaj do materiałów z warsztatów, prowadzonych przez prof. Joachima Bauera, w których brałam udział.

Przeczytałam wnikliwie tekst opracowany przez profesora, zatytułowany "Wychowanie do efektywnej samosterowności". Przedstawię Wam krótkie streszczenie tej lektury, a także wnioski i refleksje, które z niej płyną.

Profesor zauważa, że dzieci i młodzież żyjący w "przebodźcowanym" środowisku, wpadają w tryb funkcjonowania na zasadzie "bodziec - reakcja", polegający na natychmiastowym reagowaniu na pojawiające się impulsy. Największymi "winowajcami" takiego stanu rzeczy są serwisy społecznościowe oraz gry. Dzieci i młodzież ustawicznie i nerwowo reagujący na bodźce, przyzwyczajają się do tego tak dalece, że postrzegają jako trudne do zniesienia te sytuacje, które wymagają zatrzymania się, koncentracji czy pozostania przez chwilę w ciszy.

Tymczasem samosterowność polega właśnie na umiejętności zatrzymania się, koncentracji i "połączeniu się ze sobą", jak określiłby to Marshall Rosenberg. Aby to osiągnąć, należy zadbać o rozwój kompetencji, umiejscowionych w korze przedczołowej.

środa, 24 maja 2017

Warsztaty z profesorem Joachimem Bauerem

Wybrałam się na warsztaty organizowane przez Budzącą się Szkołę (strona tutaj), podczas których miałam okazję wysłuchać wykładu profesora Joachima Bauera.
Profesor mówił o roli relacji w procesie nauczania. A ponieważ jest specjalistą w zakresie neurobiologii, pokazywał nam, co się dzieje w ludzkim mózgu, kiedy doświadcza on różnych sytuacji.

Zapisałam cały stos kartek A4, a teraz chcę podzielić się z Wami tym co najważniejsze - esencją z esencji ;-)  Dzisiaj na gorąco, bo tuż po tym wydarzeniu, ale będę jeszcze wracać do moich notatek.

Po pierwsze, profesor uświadomił nam, że wszystko czego doświadczamy, ma wpływ na ekspresję naszych genów. Inaczej mówiąc, to czego doświadczamy, uaktywnia niektóre grupy genów.
Każdy kontakt z drugą osobą zmienia nas wzajemnie - nasze mózgi stają się inne po każdym spotkaniu z drugą osobą.

niedziela, 14 maja 2017

Inteligencje wielorakie - co to takiego?

Siedzę któregoś dnia na zebraniu w szkole, do której chodzi moja córka. W pewnym momencie wychowawczyni mówi:

- Proszę Państwa, dzieci podczas lekcji bawią się sprytną plasteliną..

"Acha - myślę sobie - zaraz się zacznie przemówienie na temat tego, że w czasie lekcji trzeba siedzieć spokojnie, nie rozmawiać, nie rozpraszać się i tak dalej. Jak zwykle".
A trzeba Wam wiedzieć, że po wielu nieudanych próbach samodzielnego zreformowania systemu edukacji (nie polecam ;-)  ), przepisałam córkę z wielkiej systemowej podstawówki do małej, kameralnej szkoły niepublicznej, która urzekła mnie swoją rodzinną atmosferą.

Tymczasem wychowawczyni mówi dalej:

- Proszę, aby Państwo porozmawiali z dziećmi na ten temat. Niech same zaobserwują, czy taka zabawa pomaga im w koncentracji, czy raczej przeszkadza. Niektóre dzieci są kinestetykami, a więc w ich przypadku to może być pomocne. Dla innych dzieci zabawa plasteliną to rozproszenie uwagi. Warto, aby dzieci same umiały stwierdzić jak to wygląda w przypadku każdego z nich.

I co Wy na to?

czwartek, 11 maja 2017

Ja się przecież tak staram..

Miałam zamiar napisać dzisiaj zupełnie o czymś innym, ale wydarzenia ostatnich dni spowodowały, że odżył w mojej głowie (a może raczej w sercu?) temat, który nieustannie powoduje moje przygnębienie, smutek, a czasami także poczucie niemocy.

Temat ten co jakiś czas wraca do mnie - jak bumerang.
Zaczyna się przeważnie od rozmowy z rodzicem, który ma tak zwane trudne dziecko. Rodzic ten opowiada mi o różnych sytuacjach, w których jego dziecko zachowało się w sposób niedopuszczalny. Nieodłącznym elementem takiej rozmowy jest oburzenie rodzica na dziecko. Czasami dochodzi do tego komentarz w rodzaju:

najchętniej uderzyłbym gówniarza w twarz  / wystawiłbym mu walizki za drzwi i niech się wynosi z mojego domu

Oprócz tego jest też opowieść o tym, jak to rodzic się stara, jak robi wszystko co tylko najlepsze dla swojego niewdzięcznego dziecka, a jedyne na co może liczyć to warknięcie zamiast odpowiedzi na zadane pytanie.

sobota, 29 kwietnia 2017

Wszystko robię źle...

Jest takie zjawisko, które obserwuję w szkołach, a któremu próbuję jednoosobowo przeciwdziałać. Polega ono na tym, że nauczyciele kierują uwagę (swoją oraz swoich uczniów) na to, co się nie udało, nie wspominając w ogóle o tym co się udało.

Albo mówiąc inaczej - podkreślają błędy, a nie mówią o sukcesach.

Robi się to na przykład tak:

Sprawdzian w klasie drugiej lub trzeciej szkoły podstawowej. Jak wiadomo, obowiązuje wtedy nauczanie zintegrowane, czyli na sprawdzianie mamy zarówno zagadnienia z zakresu matematyki jak i jęz. polskiego. Do tego jakieś pytania z przyrody - a więc dość sporo różnych elementów. Wychowawczyni przynosi sprawdzone prace do klasy i mówi do dzieci:

- no, moi kochani, musicie jeszcze popracować nad odczytywaniem godzin na zegarze.

sobota, 22 kwietnia 2017

Porozumienie bez przemocy w pigułce ;-)

Wspominałam już kilkakrotnie na tym blogu o koncepcji Marshalla Rosenberga, czyli Porozumieniu bez Przemocy (nonviolent communication - w skrócie nvc). Dzisiaj chciałabym przybliżyć Wam to zagadnienie.

Dla mnie nvc jest czymś więcej niż tylko sposobem komunikacji. Jest to połączenie osobistej odpowiedzialności za dokonywane przez siebie wybory z uważnością na potrzeby - zarówno swoje jak i innych ludzi.
Jest to umiejętność życia zgodnie z ważnymi dla nas wartościami, niezależnie od sytuacji, w jakiej się znajdujemy.

Nie będę się rozpisywać na temat twórcy metody nvc - powiem tylko, że był psychologiem klinicznym, który próbował znaleźć odpowiedź na dwa nurtujące go od dzieciństwa pytania:

- co takiego dzieje się w ludziach, że prowadzi ich do czerpania radości z czyjegoś cierpienia; co sprawia, że chcą się przyczynić do cierpienia innych ludzi?

- co sprawia, że pozostajemy w procesie współczucia, w którym przyczyniamy się do wzbogacania życia innych ludzi?

poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Edukacja do posłuszeństwa

Tłumaczę sobie z jęz. angielskiego kilkugodzinny kurs Marshalla, bo doszłam do wniosku, że nie ma to jak poznawanie koncepcji "u źródła".
Idzie powoli - to żmudna praca, polegająca na słuchaniu po kawałeczku, cofaniu, pisaniu, sprawdzaniu czy to co się napisało ma sens i jest zgodne z przekazem i tak dalej..

Dzisiaj chciałabym podzielić się z Wami refleksjami na temat fragmentu tego kursu, który bardzo mnie poruszył:

Od około 10 tysięcy lat, ludzie na naszej planecie żyją w strukturach, które nazywam dominacyjnymi. W strukturach tych grupa ludzi, tytułująca się władcami, ma prawo do kontrolowania innych, ponieważ władcy wiedzą, co jest najlepsze dla wszystkich.
Niektórzy z tych ludzi nazywają siebie królami, inni - carami. Ale niezależnie od tego, jakie nazwy są im nadawane, niezwykle istotne dla podtrzymywania tych struktur jest edukowanie ludzi, aby byli posłuszni.
A więc jak edukuje się ludzi do tego, aby byli ulegli i posłuszni? No cóż, wystarczy nauczyć ich języka, który odetnie ich od ich wewnętrznej mocy i spowoduje, że będą oczekiwać od władzy wskazówek, w jaki sposób mają żyć. Dokonanie tego wymaga zastosowania języka, który jest statyczny i który opisuje jacy ludzie "są". Czy są dobrzy, źli, mają rację czy się mylą, są normalni lub nienormalni.
Tak więc elementem kluczowym dla podtrzymania struktury dominacyjnej jest nauczenie ludzi statycznego języka, w którym słowo "być" używane jest do osądzania innych ludzi - ich zachowania, wyglądu czy inteligencji. 
Dodatkowo, oprócz używania języka, który nazywam "językiem dominacji", niezwykle ważne jest nauczenie ludzi wiary w retrybutywną sprawiedliwość. Według jej zasad, jeśli jesteś uznany przez władze za "złego", to zasługujesz na to, aby cierpieć z tego powodu, czyli otrzymać karę. A jeśli władze ocenią Cię pozytywnie, zasługujesz na nagrodę.
Jestem przekonany, że właśnie ta kombinacja: nauczenie ludzi statycznego myślenia w kategoriach "dobry-zły", "właściwy-niewłaściwy", "normalny-nienormalny", "odpowiedni-nieodpowiedni", "psychicznie zdrowy-psychicznie chory" - taki rodzaj myślenia, połączony z wiarą w retrybutywną sprawiedliwość, opartą na karach i nagrodach, jest przyczyną przemocy na naszej planecie.
Marshall Rosenberg

niedziela, 9 kwietnia 2017

Jak pewna Ania mała ze strachem rozmawiała :-)



O Ani już wcześniej pisałam tutaj

Dzisiaj opowiem Wam jak Ania rozmawiała ze strachem.

A było to tak:

Wszystkie dzieci z klasy jeździły na basen. Któregoś dnia pan prowadzący zajęcia powiedział:

- Kto chce, może zjechać z dużej zjeżdżalni.

Jak się pewnie domyślacie, niektóre dzieci bardzo się z tego ucieszyły, ale były też i takie, które wolały zostać na dole, bo zjeżdżalnia była naprawdę duża - wyglądała jak zakręcona rura, a dwa zakręty znajdowały się na zewnątrz budynku.
Ania stanęła razem z dziećmi, które chciały zjechać ze zjeżdżalni. Nagle poczuła dziwny ścisk w żołądku. Skupiła się na nim i usłyszała cieniutki głosik:

- Czy jesteś pewna, że chcesz zjechać z tej wielkiej i niebezpiecznej zjeżdżalni?! Bo ja się jej boję i nie chcę tam iść! Przecież wiesz, że dla mnie ważne jest bezpieczeństwo!

To był Supełek - strach.

poniedziałek, 20 marca 2017

Moja autonomia czy współpraca z dorosłymi?

Psychologowie mówią, że wszystkie zachowania ludzi można podzielić na dwie kategorie: konfrontacja lub wycofanie się. W gruncie rzeczy każdy z nas reaguje na różne sytuacje życiowe albo walką albo ucieczką. Te dwa rodzaje reagowania pochodzą z najstarszej, tzw. gadziej części ludzkiego mózgu.

Snując filozoficzne rozważania na ten temat, doszłam do wniosku, że natura wyposażyła nas w te dwa mechanizmy dla zachowania równowagi, albowiem:

- osoby mające większą skłonność do konfrontacji (co nie znaczy, że nigdy nie "uciekają") określane są często jako agresywne, ale jeśli przyjrzeć się im dokładnie, to okaże się, że po prostu chcą działać i mają w sobie wiele energii. W sytuacji dla nich trudnej podejmują więc od razu działanie. Konfrontacja z innymi osobami nie stanowi dla nich problemu.

- osoby mające większą skłonność do wycofywania się (co nie znaczy, że nigdy nie "walczą") nie czują się dobrze w sytuacjach wymagających konfrontacji z innymi osobami, zwłaszcza jeśli te inne osoby zachowują się dynamicznie ;-)  Zdarza się, że unikają trudnych sytuacji, a konfrontacja jest dla nich pewnym problemem. Zanim zaczną działać, rozważają dane zagadnienie z różnych punktów widzenia.

W życiu jak wiadomo zdarzają się nam zarówno sytuacje, w których trzeba działać szybko jak i sytuacje, w których warto się dłużej zastanowić przed podjęciem działania. Tak więc zasoby czy też potencjał ww sposobów reagowania można byłoby doskonale wykorzystać, gdyby ludzie lepiej je rozumieli i uczyli się od siebie nawzajem. Mam jednak wrażenie, że to zrozumienie jakoś się nam rozjeżdża, a te dwie postawy, z założenia mające prowadzić do równowagi, w pewnym sensie się skrzywiają...

niedziela, 12 marca 2017

Historyjka z życia wzięta, czyli jak działają nasze filtry

Dziś chcę Wam opowiedzieć historyjkę, która pokazuje, w jaki sposób działają filtry w naszych głowach (wspominałam o nich tutaj).

Taka sytuacja:

Pewien mężczyzna wychodzi z domu - zimowe, ciemne popołudnie, spieszy się na spotkanie. Otwierając drzwi domu widzi, że jakaś postać stoi przy furtce.
"To chyba kolega Maćka - myśli mężczyzna, idąc w kierunku furtki - pewnie nie wie, że mamy zepsuty domofon, a on dzwoni i marznie. Kurtka oczywiście rozpięta, zaraz się przeziębi i będzie chory".  Dochodzi do furtki i zagaduje do chłopaka:

- Co Ty tutaj robisz?
- Czekam na Maćka, mamy iść razem do Kuby, bo dostał nową grę.
- Acha... zapnij kurtkę, bo się przeziębisz - mężczyzna wsiada do samochodu i odjeżdża.

Po chwili z domu wychodzi Maciek. Kolega wita się z nim, a następnie mówi:

- Twój ojciec mnie nienawidzi.

Ta historyjka wydarzyła się naprawdę i pokazuje według mnie, w jaki sposób działają "filtry" w naszych głowach.